Blog kategorie
O wełnie słów kilka 0
O wełnie słów kilka

Sen o wełnie

Kiedy już wiesz, że w niedługim czasie zostaniesz mamą, bez względu na dotychczasową profesję, poszerza się Twoja wiedza. I bez względu na to, kim dotąd byłaś, (filologiem, makijażystką) trochę mimowolnie rozszerzasz swoje zainteresowania w zakresie anatomii, fizjologii, psychologii, dietetyki oraz wielu innych dziedzin, o które być może nigdy byś się nie podejrzewała.

Prócz pieluszek tetrowych istnieją również inne materiały

I co ciekawe u mnie ogromnie poszerzyła się wiedza z zakresu tekstyliów. A to dzięki pieluszkom wielorazowym. Bo nie samą tetrą człowiek żyje. Choć i ona bywa bardzo przydatna. Dowiedziałam się, że jest jeszcze wiele innych odmian dobrze znanej nam bawełny, że wspaniałe właściwości ma nasz polski len i konopie, że można używać i wiskozy bambusowej. Natomiast materiały laminowane takie jak PUL i TPU wspaniale sprawdzają się nie tyko u sportowców, ale i u niemowląt na pupce. Lecz niekwestionowaną królową tekstylną pozostanie dla mnie wełna, która już na zawsze przestała kojarzyć się z szorstkimi skarpetami dzierganymi na drutach (które nota bene wełny zawierały bardzo niewiele o ile w ogóle).

Jak zaczęła się moja przygoda z wełną?

Początki mojego pieluchowania wełną do najszczęśliwszych może nie należały. Wełniany otulacz oczywiście znalazł się w wyprawce Wojtka, zachwycił swoją elegancją i… przeciekł prawie natychmiast. I choć przeczytałam wiele pozytywnych rzeczy o wełnianych pieluszkach, to w natłoku nowości wełna musiała jeszcze chwilę poczekać na swoje królowanie w naszym domu. Przesądziło o tym błahe zdarzenie z życia młodej mamy, która w ramach odstresowania wybrała się pobiegać. Trening odbywał się w wieczór deszczowy, chłodny i listopadowy a na grzbiet pospiesznie wciągnięto kaszmirowy sweter, bo ten był akurat pod ręką.

I powiem Wam szczerze, że chyba żadna sportowa, funkcyjna i nowoczesna odzież, nie zadziałała by tak cudownie. Mimo złej aury, nie było mi zimno. Gdy się już rozgrzałam, nie oblewałam się potem, mimo deszczu nie zmokłam. A pomimo bardzo intensywnego wysiłku sweter ani trochę nie wymagał prania. To przypomniało mi całą plejadę zachwytów innych, wielopieluchujących mam nad wełną. Wystarczyło doczytać o właściwej pielęgnacji. To naprawdę niewiele zachodu – w przeciwieństwie do innych pieluszek i ciuszków, te wełniane wymagają lekkiego, szybkiego prania (tylko kilka razy w miesiącu).
I tak oto, przed nadejściem lata udało nam się pieluchowy stosik znacznie poszerzyć o wełniane otulacze i gatki. W dodatku bez znaczących kosztów – dzięki temu, że nie pierzemy tych rzeczy zbyt często nie musimy mieć wielu wełniaków. A jeśli mamy odrobinę chęci i umiejętności to i z wełnianej spódnicy stworzymy ekskluzywną pieluszkę. A zalet jest jeszcze więcej.

  1. Po pierwsze przewiewność – jeśli na chłonny wkład założymy wełnę – w postaci otulacza lub gatek, mamy pewność, że nasza pociecha się nie przegrzeje – nawet w upalny dzień. Co za tym idzie unikniemy odparzeń (i kosztów związanych z kosmetykami lub lekami).
  2. Nieprzemakalność wełny – a dokładniej rzecz ujmując izolowanie wilgoci – zawarta w wełnie lanolina sprawia, że wilgoć z wkładu pozostaje wewnątrz pieluszki, nie przechodząc na ubranko.
  3. Co więcej, jeśli będziemy w sytuacji awaryjnej i wkład zacznie przemakać, wełna stopniowo będzie wchłaniała i rozprowadzała wilgoć po całości. Najpierw odda wilgoć do pierwszej warstwy, potem drugiej (otulacze i gatki są szyte z 2 warstw) dając nam dosyć sporo więcej czasu na działanie. U nas sprawdziło się w podróży!
  4. Kolejną zaletą, wynikającą z poprzedniej jest obecność lanoliny, która rozkłada mocz na wodę i sole – co z tego wynika? To co zwilża nasz otulacz to już nie siusie! Unikamy rozwoju bakterii i przykrego zapachu (doceniłam szczególnie przy ząbkowaniu) , dlatego też nawet zmoczony otulacz nie wymaga prania.
  5. Dalszym higienicznym plusem wełny są właściwości antystatyczne, szczególnie doceniłam je, gdy syn zaczął się czołgać i raczkować. Mimo intensywnej eksploatacji i froterowania całego domu, wełniaczki nie były tragicznie brudne, bo nie przyciągają kurzu. Oczywiście lanolina w wełnie na swój sposób się „zużywa”, ale zawsze możemy przywrócić walory pieluszkom, mocząc je w kuracji lanolinowej – gotowej ze sklepu lub po prostu w lanolinie rozpuszczonej w mydlinach. Szalenie podoba mi się taka „odnawialność” wełniaków.
  6. Cenię sobie ten sposób pieluszkowania także za unikatową estetykę i elegancję. W końcu wygląd też ma znaczenie.

Zapytacie pewnie, czy w takim razie wełna ma jakiekolwiek wady? W moim mniemaniu tylko drobne minusy – jeśli zostawicie pociechy pod opieką kogoś niewprawionego w wielorazowych pieluszkach. Taka osoba chętniej sięgnie po kieszonkę lub AIO czy SIO czyli coś „w jednym kawałku” aczkolwiek nie musi to być regułą (a wełniane SIO to całkiem dostępny towar). No i czasem zaaferowany wielo-tata albo zmęczona wielo-mama mogą przypadkiem wyprać wełniaczka w zwykłym praniu… wtedy może pasować tylko lalkom. Ale umówmy się, każdą pieluszkę da się zrujnować.

Tak w skrócie wygląda moja wełniana przygoda – od swetra poprzez pieluszki po… całą szufladę wełnianych ubrań. Marzę jeszcze o bieliźnie z merynosa a już niebawem będę testowała wkładki laktacyjne z tej dzianiny! Ale to już odrębna opowieść.

 

Komentarze do wpisu (0)

Infolinia:

795 765 733

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl